CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(17) Wanlah - Hanupatta

20 sierpnia 2006 Indie 2006

Zimno. Chłodno. Blady świt. Prosto z ciepłego śpiwora idziemy na śniadanie u magika. Czapati, malutki omlet, czaj z mlekiem, dżem, skromnie, smacznie, zdrowo. Z Wanlah do Hanupatta idzie się około pięciu godzin. Groźnie to nie brzmi, ryzykuję sandały. Pierwszy i jedyny postój techniczny pod sklepem, Magik ma coś do załatwienia. W międzyczasie obserwuję miszkańców wioski.

Wędrujemy dalej. Wąska dolina, droga wycięta dynamitem, rwący kawowy potok w dole. Powoli zaczyna mnie ogarnia psychiczny luz. Rzeczy, bez których z domu nie wychodzę (klucze, komórka, pieniądze, dokumenty) spoczywają głęboko w plecaku. Wraz z nimi znika poczucie rzeczywistości codziennego dnia w Krakowie. Puste kieszenie cieszą.

Dusza jest jednostką. Jednostką populacji.

Idąc dalej:

Mostki niczym z bajki. Linowe obarczone byłyby większą dozą klimatu, ale nie mogę wybierać.

Jaki.

Obóz zakładamy w bajecznym miejscu widokowym. Z namiotu widać takie oto góry:

Menu takie samo jak wczoraj: noodle czyli chińska zupka, ryż z fasolą, urozmajceniem jest rosnący w pobliżu szpinak.

Magik też kucharz:

Na deser gorzka żołądkowa. Oryginalna. Prosto z Polski. Magik rozcieńcza wódkę czystą wodą, nie lubi stężonych alkoholi. Miejscowi tak piją. Dziwne.

(16) pożegnanie z Lamayuru
(18) Hanupatta - Photoksar