(31) Srinagar - Delhi

Samo południe, Delhi, gorący, słoneczny dzień i pyszna masala dosa na obiad. Plecaki spoczywaja w pozbawionym okien hotelu, w gąszczu uliczek, na Pahar Ganju.
* * *
Rano wstaliśmy skoro świt, jeszcze dymy snują się po jeziorze, zamówiona Toyota terenówka już na nas czekała, na śniadanie sam omlet, bo czapati za wcześnie. Jedziemy ,a lotnisko, a deszcz pada, pada, pada. Duża tablica "hyper sensitive airport", wojsko i druty kolczaste. O ósmej otwierają bramą i pierwsza kontrola bagażu, żołnierze za stalowymi osłonami, czuję się jakbym miał bombę w plecaku. Potem już tylko prześwietlanie bagażu, kontrola, kontrola, kontrola, jeszcze jedna kontrola i możemy lecieć. Samolot niestety przypomina zwykłego boeinga, zamiast czegoś z czasów bitwy o Anglię.* * *
Delhi jak zawsze, kolorowe i żywiołowe. Wilgotny upał daje się we znaki. Szwędamy się trochę po Main Bazar. Powoli zaczynam mysleć o pamiątkach i wkurza mnie to, więc odkładam temat na później. Czarterujemy rikszę do starego fortu.

Uboższa dzielnica.

"No Parking" to miejsce w sam raz na spokojną fajeczkę.


Na światłach. Ci wyżej to sąsiedzi z lewej, a Ci z dołu są po prawej.



Dżoler.

Całe życie na trzech kółkach.


Fort.


W środku dzieciaki grają w cos, chodzi mniej więcej o to, ze jeden goni pozostałych krzycząc coś. Jak przestanie krzyczeć to chyba przegrywa.


Potem idziemy w stronę Dżama Masjid, tu na targowisku dostać można wszystko. Zapada zmrok i w świetle miedzianych kerozynowych lamp wszystko wygląda niesamowicie.





