(23) Snertse - Hanumil
Dziś jest dzień "ostatni". Ostatni omlet na śniadanie z Magikiem. Ostatnie zejście, ostatni nocleg na dziko, pod gwiazdami. Ostatnie noodle na obiad. Przed nami ostatnie podejście pod ostatnią przełęcz Purfi La, "zaledwie" 3950mnpm. W tle widać serpentyny ścieżki.

Ostatni popas na przełęczy, ostatnie twarzoczaszki jakiś zwierząt.


Eksplozja i grzyb pyłu w dolinie. Mały żuczek, żółte autko. To panowie z Border Roads Organisation (http://bro.nic.in/) wycinają dynamitem drogę w skale - cool.

Długo, długo schodzimy, aż docieramy do kolejnej wioski.

Szybkie rozeznanie tematu i smutna wieść, to jeszcze nie koniec trasy na dziś, a szkoda, bo ssie mnie z głodu. Miejscowi oferują się przygotować posiłek, ale poprzestaje na wszechobecnej cocacoli i dalej w drogę.

Dalej droga robi sztuczkę i znika w rzece na chwilę. Poziom wody faluje, wprawni górale przeprawiają się suchą stopą. Ja nie jestem wprawnym góralem.

Ostatnie zdjęcie Magika.

Na nocleg rozbijamy się kawał za wsią, przy ruinach, a właściwie ścianach z kamienia. Ostatni nocleg bez namiotu, pod gwiazdami. Ostatnia wieczerza, ryż de luxe, wzbogacany jajkiem na twardo. Magik częstuje rumem, zaskoczenie: tu alkohole rozcieńcza się wodą, stężenie esencji na oko 5%. Jak nie lubię rumu, jak nie przepadam za wodą, tak podwójnie nie lubię wody z odrobiną rumu... ale też nie pogardzę ;-)
