CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(10) powrót do Manali

12 sierpnia 2006 Indie 2006

Z rana podejmujemy decyzję o powrocie do Manali. Manu definitywnie żegna się z Ladakhiem, ja tu jeszcze wrócię. Jako podstawowe kryterium wyboru jeepa ustalamy ilość osób w śtodku. Seria krótkich i bezowocownych wizyt w pobliskich biurach turystycznych klaruje sytuację: jeep jest albo go nie ma, a warunków negocjować nie można. Bierzemy zatem co jest: dziś o północy mamy zjawić się pod drzwiami firmy. Zaopatrzeni w bilety idziemy na pyszne śniadanie: tsampa(en), lassi ("Lassi wróć"?), czaj i tybetańskie tosty. Dzień spędzamy jak poprzednie: bujamy się na dwóch kółkach. Zwiedzamy gompy i góry:

Wbrew temu, co głosił napis, guru akurat skoczył po fajki do kiosku:

Datki ofiarne zbierał posąg:

Trafiliśmy na odkurzanie masek:

Ośmieleni zdobytym doświadczeniem zaczynamy zbierać miejscowych na stopa, dość często ktoś się zabiera z nami.

Koło bazy wojskowej

lotnisko

Wieczorem gwarzymy przy piwie rozstrząsając konstrukcję skali durowej.

O północy zjawiamy się na umówionym miejscu. Trochę nas zagotowało, kiedy facet przyznał się, że odjazd jest za dwie godziny, ot poprostu chciał być pewien, że się nie spóźnimy. Dodatkowo, autko zaparkowane przed wejściem jest o klasę gorsze od tych, co zazwyczaj. Skoro tak, to rozkłądamy się w biurze spać, potem się coś wymyśli.

Szefostwo budzi o drugiej, rozklekotany zabytek zmienił się w standardowego jeepa, a za towarzystwo mamy sadhu, Tybetańczyka z synem i jednego Izraelitę, jak się okazuje, wracającego na wojnę. Niemniej jednak jest najbardziej energetyczny i wprowadza pozytywny nastrój: "driver want a cookie?". Lokuję się na ławeczce w bagażniku i po chwili akrobacji śpię jak zabity.

(07) Ladakh by bike
(11) ...wracam do Manali...