Niedziela, 7.V.2006, buszujący w Rzymie
Śpimy do samego południa, a potem z mapą w ręce ruszamy na podbój miasta. Gwoździem programu będzie Watykan, warto odstać swoje w sporej kolejce, by potem wspiąć się po kilkuset stopniach na dach Bazyliki Świętego Piotra:

Potem galeryjka wewnątrz kopuły:

a na koniec sam szczyt owej kopuły z piękną panoramą miasta.


Na dachu funkcjonuje sympatyczna kafeteria, gdzie za 0.7euro raczymy się gęstym niczym smoła espresso. Schodzimy w dół i zwiedzamy wnętrze Bazyliki.


Dzień w zasadzie chyli się ku zachodowi, więc kierujemy się przez plac do zamku Świętego Anioła i dalej...




Prosto do Ingi, gdzie gotujemy kolejne spagetti. Po kolacji mecz: bardziej miejscowi kontra bardziej przejezdni:

Po obiedzie idziemy pod Maggiore, gdzie długo dysputujemy opróżniając kolejne butelki z winem. Na nocleg wybieramy ruiny czegoś, zaraz koło tysiącletniej kolumny.