CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

Niedziela, 30.IV.2006, deszczowe miasto Wenecja

30 kwietnia 2006 Włochy 2006

Kolejny deszczowy dzień. Do tgo zimno troszkę. Śniadanie w namiocie i nieodłączna kawa z kardamonem.

Pakujemy plecaki i ruszamy na miasto. Plac Świętego Marka jest zatłoczony niczym stoisko monopolowe w juwenalia, a Pałac Dożów oznaczony jest gigantyczną kolejką. Wobec takiego obrotu rzeczy udajemy się na małe molo zaraz przy wielkim kanale i tam gotujemy kolejną kardamonową kawę. Obok kołysze się łódka, więc przenosimy się do niej wypić ową kawę. Łepek (na oko 17 lat) oświadcza, że to jego dobytek i płynie na stację benzynową, ale nie ma nic przeciwko turystom z Polski na pokładzie. Płyniemy pod Rialto, a potem w wąskie kanały by przebić się do północnej strony Wenecji. Tam, na otwartej przestrzeni łódź kołysze się wesoło, a bryzgi wody chlapią, jest miazga.

Wysiadamy gdzieś gdziekolwiek, wdrapujemy się na nadbrzeże i to jest dobre miejsce, za rogiem jest hipermarket, w którym uzupełniamy prowiant. Potem przechowalnia plecaków i posiłek w parku, gdzie ostrzegamy lokalnego dillera przed nadchodzącym patrolem żandarmerii. My, ludzie na granicy prawa, musimy sobie pomagać. Spożywamy chleb, pyszna mozarellę i zapijamy klasykiem. Litrowy, hiszpańskim "san miguel" to najlepszy przyjaciel autostopowicza. Pojawia się słońce, pierwszy raz tak naprawdę we Włoszech. Cały dzień buszujemy w wąskich uliczkach, jest weselej. Wieczorem zabieramy tylko śpiwory, karimaty oraz namiot, uzupełniamy zapasy wina oraz piwa i ruszamy w niezbadaną dotąd, wschodnią część miasta.

Zwiedzamy mało turystyczne rejony, miasto jawi się rewelacyjnie, gubimy się i odnajdujemy. Zapadamy na jakimś placu na dłuższe posiedzenie, a potem bawimy się w: "wychodzimy z placu ta ulica a wrócimy tamta bramą po godzinie chodzenia". Kilka win później sprawdzamy czas, jest już grubo po północy. Przełączamy tryb ze swobodnego "zgub sie i zobacz, gdzie dotrzesz" na "koniec tej zabawy, szukamy najprosztszego powrotu". Wbrew pozorom, jakoś udaje się wspólnymi siłami utrzymać kurs i rozkładamy się spokojnie w naszych krzaczorach.

sobota, 29.IV.2006, przez słowenię do wenecji
Poniedziałek, 1.V.2006, wieczorem wyruszamy...