CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(06) Leh

9 sierpnia 2006 Indie 2006

Blady świt, budzi mnie młody gość w powłóczystej szacie, z kagankiem w ręce i nieobecną miną. Po chwili niezręcznego milczenia pyta, o której przyszliśmy. Znowu zapada niewygodna cisza, gość patrzy i nic nie mówi, wobec tego idę spać. Facet przechodzi do Manu, pyta o to samo i znowu nic. Facet znika, chwilę później Asia z Marcinem też znikają, idą poszukać normalnego noclegu, ale dla mnie 6 rano to nie jest pora na przeprowadzkę.

Po 9 rano pojawia się ktoś komunikatywny, grzecznie płacimy za nocleg i idziemy na śniaganie, wygłodzeni po wczorajszym dniu jak wilki. Pierwsza z brzegu dhaba niezaleznie od zamówienia serwuje tylko i wyłącznie czaj. Facet po prostu nie zna innych słów, ale realizuje, co zrozumie z zamówienia. Za to z okna widok, bardzo w stylu stylu.

Logujemy się w małym hoteliki z miłym widokiem na ogród i możliwością zamówienia wiadra gorącej wody, gdybyśmy mieli kaprys się kąpać. Potem szwędamy się w kierunku gompy na wznoszącym się nad miastem wzgórzu. Mijamy stadko czortenów, wyrastających niczym wielkie pieczarki z kamienistego zbocza.

Pierzaste chmury, słońce praży. Z góry miła panorama na GÓRY.

Czemu przywykliśmy do prostych krawędzi? Pola mogą mieć fantazyjne kształty:

Musztra:

Potem zwiedzamy miasto. Leh, jakkolwiek jest stolicą królestwa, przypomina bardziej małą osadę.

Miejskie widoki:

Młynki modlitewne oraz najstarszny znany mi zakaz palenia:

W sympatycznej knajpce "roof top restaurant" popijamy piwo "mona lisa" i obserwujemy życie ulicy.

Przed zachodem słońca:

(05) Manali - Leh
(07) Ladakh by bike