CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(07) Ladakh by bike

10 sierpnia 2006 Indie 2006

Z rana, w drodze na śniadanie, świta nam pewien pomysł. Jeszcze po drodze dowiadujemy się o cenę...

Po śniadaniu spotykamy Asię i Marcina - idą na rowery. Rowery to jakby za mało, idziemy do wypożyczalni. Szybki wywiad z szefem, gdzie się zmienia biegi oraz jak odpalić i zgasić silnik. Wygląda dość prosto i za 400 rupii wypożyczam Yamahę Enticer, a Manu elegancki skuter bez nazwy i postanawiamy pojechać za miasto poćwiczyć jazdę. Nie jest to łatwe, że ja umiem tylko jechać prosto i skręcać w prawo i jechać prosto, a Manu prosto i w lewo. Na pierwszym skrzyżowaniu gubimy się. Na ulicach panuje codzienny ruch.

Odnajdujemy się za miastem, na drodze na stację benzynową. Paliwo w cenie 50 rupii (około 3,50PLN za litr). Potem w bocznej dolinie owajamy się z bestiami. Mój jest generalnie bez zarzutu, a z czasem odkrywam w nim trzeci i czwarty bieg.

Skuter Manu jest narowisty, dość często zdycha.

Idzie na burzę.

Potem, kiedy maszyny zdają się być opanowane, ruszamy na zwiedzanie okolicznych gomp.

Z drugiej strony doliny deszcz i tęcza.

Samo miasto Leh jest dość małe, natomiast wojskowa baza i lotnisko zajmują sporo miejsca.

Pierwsza Prawdziwa Gompa, z imponującym młynkiem modlitewnym.

Mnisi też ludzie:

Indus:

O zmroku wracamy do Leh, na jutro też bierzemy motory, jazda wkręciła nas całkowicie.

(06) Leh
(10) powrót do Manali