Jaipur - <i>różowe</i> miasto (15)
Sobota, 06/08/2005, Jaipur (15)
Parę minut po piątej jesteśmy na miejscu. Wysiadamy, autobus znika, jest gorąco, słońce właśnie wschodzi. Opada nas banda rikszarzy i każdy wciszka wizytówki swojego hotelu, nie sposób się od nich opędzić. Przez ponad pół godziny kręcimy się z Lonley PLanet w ręku, próbując załapać oreintację i odnaleźć hotel na własną rękę. Goście są niezmordowani, zajeżdząją drogę, ciągną za nami jak ogon za kometą. Ostatecznie OK, za 5 rupii to możemy łaskawie pozwolić się zawieć do celu. Zwykła riksza rowerowa, młody chłopak początkowo z pewności siebie pedałuje, robimy rundkę wokół ronda, potem to samo przy drugim, nimy jest git, ale kiedy po kwadransie wracamy w miejsce startu, coś przestaje się tu podobać. Braian pyta go, a młody "OK OK" i jedzie dalej. Znowu rundka wokół zmajomego ronda i kiedy pojazd kieruje się w stronę drugiego, pokazujemy młodemu mapkę w LP: "tu jesteśmy, tu jest rondo, na którym byliśmy dwa razy, teraz jedziemy tu, a nasz hotel jest, o! tu". Młody kiwa głową, po czym mówi, że to nie ten Karni Niwas, bo są dwa i on wiezie nas do tego czynnego. I rundka wokół ronda, jest 2:2, szala przechyla się w stronę pierwszego, bo właśnie znowu jedziemy do niego, ale już nie prostą drogą tylko opłotkami. Niestety miasto ma niską zabudowę i z każdego punktu widać punkt orientacyjny, hotel w stylu, którzy starzy architekci zwą między sobą "wieża ciśnień", a dyletańci określają krótko "ten potworek". Pewni swego, klarujemy młodemu, że rozpoznajemy kierunek i tu za rogiem już prawie będzie rondo, a to zupełnie inny kierunek, niż poprzedni pokazywał nam, jako "ten drugi Karni Niwas". Rikszarz ledwo stoi na nogach, rześisty pot ociera z czoła, ale to podobno my się mylimy, on zna tu każdy kamień, zaraz panowie zobaczycie, pyta sprzedawcę betelu o coś po hindusku, a sprzedawca pokazuje rondo. Widać tak trzeba. Rundka dookoła i prostą drogą walimy w kierunku tego drugiego. Ja przysypiam, Braianpwi skacze ciśnienie, młody przyznaje, że faktycznie nie wie, gdzie ten pieprzony hotel, miał chyba nadzieję trafić tam przypadkiem. Zatrzymuje się przy sędziwym kierowcy motorikszy i pyta o drogę, tamten wie, ale nie powie, zatem zmieniamy pojazd. Mimo wszystko daję obiecane 5rupii młodemu, gość jest tak chudy i wymizerowany, zrobi wszystko by zarobić parę groszy, nawet gdyby miał wyzionąć ducha kręcąć się w kółko. Dziadek żąda za usługę 50 rupii za dowóz do hotelu, ale bardzo niechętnie, bo paliwo podrożało, a to jest daleko i taryfa nocna, ale robimy z nim deal na 30 rupii za dowóz wszędzie w obrębie miasta. Wsiadamy i 50 metrów dalej w bocznym zaułku jest nasz hotel. Niestety, pokoje "non airconditioned" zostały zamienione na "AC" i kosztują majątek. Zatem, panie starszy, prosimy do Jaipur Inn. Są miejsca, logujemy się, przy rozliczeniu z sędziwym kierowcą dowiaduję się, że mój angielski obsysa i jestem mu dłużny 130 rupii. Chwilę dyskutujemy i dochodzimydo wniosku, że jednak mój angielski jest perfecto, a jego mocno kuleje, gość chwyta kasę i znika.
Pokój jest lekko wypasiony, mamy klimę, własną łazienkę, telewizor z pilotem i wbudowaną grą - jajeczka spadają a wilk z koszykiem je łapie. Cycuś. Drzenka - śniadanie - miasto. Mocne punkty to zabytki, samo miasto duże, niciekawe raczej. Ponoć kiedyś władca kazał je pomalowac w kolor gościnności, czyli różowy, ale niespecjalnie rzuca się to w oczy. Dość długo łazimy, trochę zmęczeni trasą od miasta do miasta rezygnujemy z modelu "hotel - riksza - pałac - riksza - hotel", dość długo łazimy bez celu. W końcu gdzieś jakieś schody w górę wyglądają ciekawie, wyłazimy na mury miejscie, chodzimy dookoła obserwując życie z góry, aż nas jakiś policjant przegania.


Potem powrót na obiad do hotelu, po obiedzie coś mnie skręca, głowa boli i słabosilny jestem, więc śledzimy Forresta Gumpa na kablówce i tak zapada wieczór. Potem Braian znika, wraca za pół godziny z browarami, więc ozdrowiałem, potem do późna w nocy siedzimy na balkonie, dyskutujemy, niebo gwiaździste nad nami a prawo moralna w nas i te sprawy. Ja mam już definitywnie dość miast, chcę w góry. Zapada plan, jutro wieczorem nocnym przez Delhi do Shimli.