(32) Delhi - Haridwar - Rishikesh
Wczesna pobudka, pożegnanie z Aśką i pociągiem do Hardiwaru. Klimatyzowany, fotele niemal lotnicze i gorący posiłek po drodze budzi uzasadnione podejrzenia: mam bilet na tzw. Zupełnie Inny Pociąg, który odjeżdża dziesięć minut wcześniej, ale akurat przyjechał później, a ten później przyjechał wcześniej. Dobrze przynajmniej, że jedzie tam cgdzie chcę dojechać, ale i tak zeźliłem się dopłacając.

Haridwar jest jednym z tzw świętych miejsc hinduizmu. Dogodny dojazd do Delhi i dobry punkt wypadowy w Uttaranchal. Zostawiam plecak w przechowalni bagażu i wybieram się na obchód okolicy. Pielgrzymi przybywają wykąpać się w wodach świętego Gangesu, taka misja życiowa. Słońce pali, tłumy hindusów na ulicach, tłumy nad rzeką, tutaj odczuwam Indie naprawdę, totalna odmiana po buddyjskim Ladakhu i pełnym Islamu Kaszmirze.


Wpadam na zorganizowaną akcję i okazuje się, że wiszę temu panu 20 rupii.

hu hu, zaskoczyła mnie!

Spotkałem Boga. Nie chciał ze mną rozmawiać. Siadłem w jego cieniu poczytać książkę, aż przyszła pora na małe conieco. Wróciłem więc do centrum, zjadłem obiad i pojechałem dalej autobusem do legendarnego Rishikeshu. Jak swojego czasu beatlesi.
Rishikesh jest małą miejscowością nad Gangesem, niedaleko Hadirwaru. Sławę zawdzięcza jodze i zgromadzonym tu licznym aśramom. Rishikesh leży w miejscu, gdzie kończą się Himalaje i zaczyna się równina, na która wylewa się Ganges. Dość charakterystyczne, żadnego przejścia typu pogórze, po prostu koniec gór jak nożem uciął. Kawałek rikszą w górę rzeki, potem przejść przez wiszący most i jestem na miejscu: aśramy, masaże, medytacje, sadkhu, westmani, Hindusi, świątynie, hostele, dhaby i księgarnie. W aśramach niestety nie ma miejsc chwilowo, więc loguję się w podrzędnym hoteliku, pranie i idę poszwędać się.

Zachód słońca nad Gangesem. Tak kolorowy, że kiczowaty. Ale na żywo wspaniały.

Na samym końcu głównej alejki jest miejsce, które przyciąga zwłaszcza sadhu, święte krowy, westmenów w podartych dżinsach oraz chmury haszyszowego dymu.


To jest chyba jakiś mniej używany bóg. Ciężko stwierdzić, czy jeszcze nie rozpakowany, czy już spakowany.

Dalej, nad rzeką, jakaś uroczystość. Kolorowo, klimatycznie, egzotycznie, kadzidełka, śpiewy, światełka puszczane na wodę.



Jutro chyba ruszam dalej, ale najpierw się wyśpię do samego południa.