(24) Hanumil - Padum
Żegnamy się z Magikiem, rozliczenie i w drogę - podobno ze dwie godzinki do Padum, a z miejscowości wcześniej można autobusem dojechać. Pusty portfel upomina się o bankomat, żołądek - o kurczak w sosie. Pierwsza mijana wioska nie ma nawet sklepu, zanim pójdziemy dalej wymieniamy z mieszkańcami kilka fachowych uwag na temat matryc współczesnych aparatów fotograficznych.


Mijamy kolejną mantrę... i idziemy, a końca nie widać. Trochę kropi deszcz, potem przechodzi, ale i tak dzień jest chmurno szary. Kolejna wioska, chyba 6 godzin do niej szliśmy, tu jest tylko camping i namiot sklepowy. W środku szybki posiłek, spotykamy wielonarodowościową ekipę zaczynająca trek w drugą stronę. Mówią, że jak się przeprawimy do tej wioski na horyzoncie, po drugiej stronie rzeki, to co drugi dzień z niej jeździ autobus do Padum. A gdzie most? Tam, na horyzoncie, w dół rzeki.
Przy moście próbujemy łapać stopa, sposobem marokańskim, ruch jest zerowy, ale po kwadransie metoda działa. Zbieramy się na tyle terenówki.

Niestety niezupełnie jadą do naszej wioski, więc wysiadamy w połowie drogi. Silny wiatr miecie pyłem, mijają nas miejscowi, nie mówią po angielsku. Kucają, uśmiechają się, ale są czujni - fotografować można tylko za kasę. Los jest łaskawy i zabiera nas jeep do Padum.





Okularnik w czerwonym chyba nie miał autostopowego szczęścia.

Padum to maleńka mieścina, 16 godzin autobusem od Kargil, gdzie zaczyna się jakakolwiek cywilizacja, w tym (podobno) bankomat. Gotówka się kończy, gdy musimy zapłacić za transport, jest wieczór i stać nas jedynie na skromny posiłek. Dziś w nocy rusza autobus. Szwędamy się przez wieś, szukając wyjścia z sytuacji.

Właśnie rozmyślałem nad sprzedażą scyzoryka, kiedy wyjście z sytuacji pojawiło się w postaci czwórki turystów: Szwajcarki, Australijczyka, Anglika z Manchesteru i kogoś jeszcze. Wymieniają nam kasę, zostawiamy w ich hotelu plecaki i idziemy z nimi na obiad. Gorący. Z piwem. Wszyscy jadą do Kargil, mają już bilety. Pech, ostatni bilet nam ktoś sprzątnął sprzed nosa, więc liczymy na fuksa. Po kolacji dwie godziny drzemki, potem na autobus - startuje o drugiej w nocy.