(43) Delhi
Pierwsza rzecz do zrobienina z rana: zarezerwować jakiś powrót - ale najpierw śniadanie i masala. W biurze KLM nie nikt nie zna litości, zmiana rezerwacji kosztuje 600 euro, czyli więcej, niż bilet w obie strony. Bilet powrotny kosztuje dwa razy tyle, co bilet w obie strony i nic się z tym nie da zrobić. Dzikim fuksem British Airlines ma fajną promocję i czeka mnie powrót przez Londyn.
Wraca Niko, AirFrance przebookowało jego bilet za skromna opłatą 50 euro. A potem - Pahar Ganj, zanurzyć się w nim do syta, na zapas. Pogoda inna niż na początku wyjazdu, dnie słoneczne, gorąco ale bez monsunowej wilgoci.


Jajecznica z cebulką, szczypiorkiem, podawana w dwóch tostach, jak kanapka. Szybko, smacznie i tanio.

Wózki na rowerowych kołach, z nich sprzedaje się czaj, bidi, fajki, zapałki, cocacolę, papier toaletowy i wszystkie te drobne przedmioty, które ciężko ogarnąć. Przy w nocy gromadzą się ludzie, kupujący przystają, siadają, gadają, palą bidi, popijają czaj - niespieszny tok życia hindusów z Delhi.


