(02) Delhi
Pahar Ganj budzi się pełen energii o bladym świcie. Gdy tylko niebo zblednie, ulica wypełnia się gwarem, zaczyna tętnić życiem. Sprzedawcy rozstawiają sklepy i restauracje, riksze trąbią a ludzie spieszą się, jak spóźnieni na starcie. Dla mnie to środek nocy, przed momentem spac poszedłem. Po części gorąco i hałas, po części jakaś ciekwość nie dają mi spać, już przed ósmą rano śniadam naprzeciw hotelu. Pyszna masala dosa:


Potem poszukiwannie bankomatu. Trafiłem na klimatyczny bank, trzy biurka zasłane papierami i wąsaty strażnik z ogromną flintą. Do południa bezcelowy szwędacz po okolicy, potem zapada decyzja i zakupuję bilet na nocny sypialny autobus do Pathankot. Biuro mieści się w Connaught Place, dwa koncentryczne kręgi brudnobiałych budynków, dość duże.
Qtab Minar, odcisk Islamu, spora wieża w otoczeniu klimatycznych ruin, tak mija południe.







Powrót rikszą zakorkowanymi ulicami, życie w pełnej okazałości.



Nieco spóźniony przez ostatnią masala dosę docieram do biura. W środku dwóch francuzów ze stoickim spokojem naciska Hindusa za biurem, mieli lecieć do Leh jutro, ale z trudnych do wytłumaczenia przyczyn nie mogą i wiele godzin czeka ich w autobusie, zamiast lotu. Mój bilet na krókto przyciąga uwagę, ginie w jego biurku, autobusu też nie ma. Był podobno, ale rano. Coś się nagle zmienia, facet znika, wraca, jest samolot dla Francuzów, jest riksza dla mnie, mam jechać i nie płacić, autobus czeka. Rikszą na dworzec, tam przesiadka na skuter, skuterem na stację zatankować i dalej, gdzieś przez zatłoczone ulice Delhi. Docieramy na dworzec, w szeregu małych budek gnieżdżą się biura podróży, jedno z nich wypisuje mi bilet i wysyła do kolejnego, ci przejmują bilet i wystawiają nowy, o dziwo ciągle bez dopłat. Docieram do autobusu, już prawie pełny. Sleeping, czyli małe poziome leżące kajuty, panorama na zewnątrz, od środka zasłonięte, pojedyńcze lub dwójki, metr na metr na niecałe dwa. Zdecydowanie najfajniejszy sposób podróżowania: można leżąc śledzić krajobrazy, albo na przykład napić się piwa.
Przed północą dłuższa przerwa, autobus zatrzymuje się gdzieś przy małej restauracyjce, pół godziny na kolację. Masala dosa, pikle, czaj, te sprawy. Przy stoliku obok policjanci, rozmawiają do mnie z uśmiechem po hindusku i nic im nie przeszkadza jednostronność konwersacji.