Are You Sikh?
Wtorek, 16/08/2005, Kassol (25)
Piękny poranek, SMS do Tomka, zamiast iść na swoją dziesięciodniową hardcorową medytację przyjedzie tu, będzie jutro rano. Trzy rupie koszyuje autobus do Manikaran, małej wioski kilka kilometrów w górę doliny.
Wąska stroma dolina, z jednej strony droga, z drugiej - malutka wioska, środkiem Wściekle bardzo rwąca rzeka. Manikaran słynie z dwóch rzeczy: Świątyni Sikhów oraz gorących źródeł. Most prowadzi w sam środek świątyni, która z zewnątrz wygląda jak długi, siedmiopiętrowy blok wyrastający ze spienionego strumienia. Świątynia jest "inna", jakieś pomieszczenia, korytarze, całość przypomina level do "Castle Wolfenstein". Najpierw basen z gorącą wodą, dalej sala z darmowymi posiłkami, na wstępie gafa - buty zdjąłem ale nie zakryłem włosów. Tych na głowie, oczywiście. Brodaci Sikhowie w powłóczystych szatach, turbanie, długie siwe brody, kindzał lub dzida z ostrzem zrobionym z metalowej folii do kanapek i śmiertelną powagą na twarzy wyglądają naprawdę komicznie. Na ścianach fotomontaże, postacie świętych wklejone bylejak w zupełnie nie pasujące tła, typu sylwetka mężczyny na tle tronu w pałacu czy głowa bujająca w obłokach, często nieostre. Całość udekorowana światełkami choinkowymi, świecidełkami, kwiatami. Dalej są gorące źródła, w marmurowej posadzce otwory metr na metr a w nich poprostu woda wrze. Miejscowi zanurzają w niej woreczki z kaszą czy jarzynami i tak je gotują. Ze świątyni wychodzi się miasteczka, druga świątynia, ale w remoncie, dużo stoisk z naprawdę tanimi pamiątkami.
Zaczyna siąpić deszcz, wracam do Kassol i tu dla odmiany słońce. Idę do Chilal, kolejnej wioseczki, pół godziny spacerem a wygląda totalnie inaczej niż Kassol. Malutkie drewniane domki pomiędzy polami, mało ludzi, jeszcze mniej turystów. Konopie indyjskie rosną dosłownie wszędzie. Wieczorem gospodyni proponuje thali na kolację, z ciekawości zamawiam. Po godzinie na stół wjeżdża coś jakby królewska uczta, thali z taką ilością dodatków i innych deserów, że ledwo jestem w stanie to zjeść. Wieczorem ktoś puszcza dość głośno The Doors na dobranoc, miłe.