a na dachu... QuePasa i PinkFreud
(...) To musiało być późną zimą. Już powoli świtało, kiedy drzwi "Alchemii" otworzyły się i przed kanjpę wyszło śmiejąc się kilku zawianych studentów. Jeden wskazał ręką na okrąglak i powiedział "chłopaki, wyobraźcie sobie, że tak wychodzimy z knajpy, a tam na dachu gra jakaś kapela".

(...) To było w czerwcową niedzielę, kiedy opuściłem mury uczelni i jadąc przez park Jordana zadzwoniłe do szeryfa: "stary, idziemy na piwo?". W słuchawce coś trzeszczało i rzęziło, ale i tak nie poświęcałem zbyt wiele uwagi na telefon wymijając spacerujących. "Jest koncert własnie, sziedzimy na Kazimierzu". "Jaki koncert?". A szeryf "Pink Floyd". "jak Pink Floyd gra, to ja tam jadę. Gdzie grają?". "Na dachu grają" rzekł szeryf i była to dość prawdopodobna wersja, jesli chodzi o koncert PinkFloydów na krakowskim Kazimierzu.