(39) komu w dorgę, temu teraz
Wtorek, 30/08/2005, Nemrut -> Sam �rodek Niczego (39)
Ta noc jeszcze zimniejsza, przenikliwy wiatr, budzimy siÄ mocno zakatarzeni, wychodzi sĹoĹce i znowu jest lato. Nauczeni doĹwiadczeniem siedzimy murem czekajÄ c na dolmusz. Nie ma nic na Ĺniadanie, zapasy dawno zjedzone, popijamy czaj, dla odmiany dolmusz przyjeĹźdĹźa dopiero popoĹudniu. Umawiamy siÄ z Czechami na koncert w jesieni. Jeszcze nie wiem, ale zagra wtedy miÄdzy innymi "Pavilon M2" w ramach trasy freemusic.cz(pobierz):

Ostatecznie pojawia siÄ nasz Turas i nawet wiÄksza awantura nie zbija jego ceny, nic z tego, iĹź powrĂłt byĹ w cenÄ, ale to byĹo przedwczoraj i siÄ wiele zmieniĹo, a w tygodniu tu nikt nie przyjeĹźdĹźa i moĹźemy sobie te 30 kilometrĂłw na piechotÄ przejĹÄ, jeĹli nam siÄ nie podoba. OkoĹo 16 jesteĹmy w Tadvanie, szybkie zakupy, szukamy busa za miasto. Miejscowi nic nie kumajÄ , wiÄc wyjmujemy zeszyt i rysujemy rebus: tu jest jezioro, tu, o - jest koniec miasta, tu jest droga a tu jest stacja benzynowa i tu chcemy wysiÄ ĹÄ. Turcy sÄ tu strasznie zakrÄceni, dziwni, najpierw w busie jeden prĂłbuje dotykaÄ wĹosĂłw CzechĂłw, drugi go po Ĺapach bije, a reszta siÄ Ĺmieje. Potem pĹacimy, ja pĂłtora lira, Czesi 10 koron czeskich. Zďż˝otďż˝wek nie przyjmuje, ale co kilka minut oddaje mi pďż˝ lira, aďż˝ jestem do przodu za przejazd.
Na stacji gryziemy ser, ekmek, efes, szybkie good bye i ustawiamy si� �apa�, ja osobno, oni osobno.
Na pocz�tku s�abo, ani ja ani oni. Potem oni, a ja dalej jestem gdzie jestem. Nast�pnie studiuj� map�, droghi s� dwie, obie mi pasuj�. Zgrzyt hamulc�w, przedpotopowa ci�ar�wka, niestety nie znamy z kierowc� ni jednego wsp�lnego j�zyka. Zatem kierunek... i na rozje�dzie wysiadam, los mia� mi zaoszcz�dzi� wyboru, a tymczasem musz� si� zdecydowa�, gdzie jechac, bo przed rozjazdem nikt si� nie zatrzyma. Wybieram drog� kr�tsz�, mam nadziej� �atwiejsz�. B��d. Tak nie nalezy czyni�.
Uzupe�niam zapasy wody, jak si� okazuje, zosawi�em wcze�niej butl� p�ynu. Kolejny relikt przesz�o�ci ma ochot� przemie�ci� posta� z plecakiem kawa�ek dalej. Pr�buj� co� zagada�, ale driver jest niekompatybilny i tylko si� u�miecha. Jedziemy dnem szerokiej doliny, s�o�ce zachodzi. Pi��dziesi�t kilometr�w dalej rozstajemy si�, on chyba jest niemy, niemniej jednak mi�o si� u�miacha na dowidzenia. Miejsce jest nieco pustynne. Dalej minibus, Turcy cz�stuj� papierosami i ca�y czas nawijaj�, jestem zm�czony, u�miecham si� i potakuj�. Kolejne trzydzie�i kilometr�w i koniec drogi w ma�ej cukrowni. Zbieram bety na skraj asfaltu i mimo zmroku dalej... Weso�y cz�owiek ma�� ren�wk�, tak, znowu ustalamy kierunek i troszk� do przodu. Miasto musz, rejwach na ulicach - poch�d orkiestry wojskowej, a kierowcy wszyscy tr�bi�. Kiedy szopka mija, ruszamy dalej, troszk� dezorientacji, go�� je�dzi po mie�cie i za nic nie moge si� dogada�, gdzie zd��a docelowo. Koniec ko�c�w bujam si� z nim jaki� czas tam i spowrotem, a� wysiadam na stacji benzynowej, gdzie przeczekali�my orkiestr� dobr� godzin� temu. W sumie to ju� jest ciemno, ale zaraz sprawdzimy jak si� st�d wydosta�. Po wczorajszej zimnej nocy mam mega katar i jakby troch� nie tego gard�o.
Kierowcy jakby mnie ignorowali, wi�c uderzam w kierunku trzeciej ju� tego dnia ci�ar�wki z czas�w Noego. Silnik pracuje, kierowca nie kuma, wi�c poprostu wsiadam do kabiny i na jego protesty szeroko si� u�miecham, k�aniam i pokazuj� kierunek do przodu. Za kr�tym� razem macha r�k� w ge�cie rezygnacji i toczymy si� zwolna. Miasto pozostaje za nami, czarny asfalt i noc. Kolejne kilkadziesi�t kilometr�w i rozjazd, mnie bogowie prowadz� w lewo, on - w prawo. Teszekur i zostaj� sam, silnny wiatr i ciemno, cho� oko wykol. Tak jakby si� na burz� zbiera�o, nieweso�o. Kawa�ek dalej jaki� remont, walec drogowy i inne urz�dzenia. B�yskawice ukazuj� kawa�ek dalej pakamery, pewnie narz�dzia lub robotnicy tam mieszkaj�, wi�c wyczekuj� przerw� w ruchu drogowym i wdrapuj� sie do kabiny.
Jest du�a, naprawd� obszerna, robi� ma�y porz�dek i to ca�kiem mi�e lokum, karimata mie�ci si� rewelacyjnie, gotuj� du�y kubek gor�cej herbat i przy �wieczce zag��biam si� w lekturze neromancera, podczas gdy na zwen�trz �ywio�y szalej�. Po burzy niebo si� rozja�nia, ksie�yc, gwiazdy, gdzie� na horyzoncie fajerwerki.