(38) Nemrut
Poniedziałek, 29/08/2005, Nemrut, (38)
W nocy zimno, rano budzi nas ostre słońce, pojawia się Turas z wczoraj i pyta czy wracamy z nim, ale zostawiamy plecaki i idziemy na krawędź krateru, powrłt popołuniu.
Lekkie, porowate wulkaniczne kamienie osuwają się spod stóp, czasem wśród nich cienkie, czarne. Słońce praży. Żółwie spacerują.




Po powrocie problem z dolmuszem, Turas tłumaczy, że ma komplet i odwiezie nas dopiero jutro, machnięcie ręką, dzień wakacji więcej. Nad nami gromadzi się czarna chmura, grzmi i zaczyna padać grad, a dookoła błękitne niebo. Popijamy czaj, Turas zwinął się z hiszpańskimi turystami. Robimy wyprawę dookoła jeziorka w poszukiwaniu legendarnej ciepłej wody. Faktycznie, kawałek dalej niektóe miejsca są gorące, ciepła woda dookoła i tylko na powierzchni, głębiej lodowato zimna. Gawędzimy ze starszym panem, jest Kurdem, częstuje czarnym tytoniem.
Wieczorem zaprasza nas do ogniska, robi pokaźną patelnię jajecznicy z pomidoramim, a my zbieramy drewno na ognisko. Ekmek i ostry biały ser. Ściągamy stertę opału, starczy na kilka dni i zapadamy przy ognisku. Znowu - czaj gotowany w ogniu, "czok guel", staruszek z nami.