CanaBSD

ori0n, w taki lub innym ujęciu

(20) Sisir La - Lingshet

23 sierpnia 2006 Indie 2006

Dziś naszym celem jest Lingshet, rodzinna wioska naszego Magika. Rano małe zamieszanie, stadko koni dzwigających kufry obozujących nieopodal amerykanów rozeszło się w nocy. Nasz osiołek i nasze konie są na poziomie i nie wycinają nocami takich numerów.

Dużo chodzenia, ale niezbyt stromo. Piękna pogoda i wspaniałe widoki.

W dole widać nasz cel.

Zwiedzanie zaczynamy od wznoszącej się nad wioską gompy. Dołączamy do fiskających ryż mnichów.

Ten z lewej cieszy się estymą szefa, choć zdaje się być gościem z Leh. W każdym razie jako jedyny mówi po angielsku.

Herbata. Z solą i zjełczałym masłem. Paskudztwo... choć podobno da się przyzwyczaić. Mnie się nie udało.

Satelita?

Nie. Soczewka ogrzewająca wodę.

Wyrób masła,  metodą tradycyjną.

Najmłodszy.

Wioska jest stosunkowo duża i pięknie położona. Zbocza doliny przecinają wąskie kanały rozprowadzające wodę po całym terenie. Dopytujemy się o dom Angdusa, ale choć mieszka w obrębie wioski, to idzie się do niego bardzo długo. Na miejsce docieramy przed zmrokiem. Jutro w klasztorze ma się odbyć festiwal, a my jesteśmy w połowie treku, dobry pretekst do dnia wolnego jutro. Na dobranoc kilka partyjek go pod pełnym gwiazd niebem.

(19) Photoksar - Sisir La
(21) Lingshet