(13) Manali - Leh (2)
O północy startujemy, deszczowa noc. Tym razem komfortowe miejsca z przodu, dość ciasno, miazga. Koło czwartej łapiemy gumę, chwila przerwy, jesteśmy przed przełęczą, w dole światła Manali. Pierwsza kontrola, znajomy punkt, świt i mleczna kawa. Chmurny i chłodny poranek na dnie doliny.



Razem z nami podróżuje czwórka mnichów. Są z Kambodży, są weseli, wiecznie uśmiechnięci.




Ja rozróżniam ich po butach. W południe jemy z nimi chowmin, czyli ręcznie robiony makaron ze śladami gęstego sosu. Znaczy, oni jedzą, bo poszedłem sprawdzić, co jest za górką i dostałem obiad zastępczy - dhal fry. Też pyszne. Dalej w góry.







Małe autko utonęło.






Mijamy bazę wojskową.











Na horyzoncie widać już Tanglangla, to ostatni podjazd na naszej trasie.




Chwila przerwy na szczycie. Gdzieś dalej, w dół, leży Leh.




Planowo docieramy do Leh, zaraz po zmroku. Koło dworca łapiemy gościa z autkiem, jego hotel przypada do gustu i możemy się skupić na butelce rumu "old monk".